— Sprawiła pani sobie już nowe futro? Widzę pudło od Porajskiego.
— Nie stać mnie w ogóle na Porajskiego, a zwłaszcza na takie futro.
— Aż „takie”?
— Niech pan zajrzy. Czarne sobole.
— Fiu, fiu. Dobrze się powodzi pani Beacie.
Pokiwał głową i dodał:
— Przynajmniej materialnie.
— Co pan przez to rozumie?
— Nic.
— Wstydziłby się pan — wybuchła. — Takiego męża i tak kochającego mogłaby pozazdrościć jej każda kobieta.