— Więc jeszcze masz czas na lekcje z nią?...
Umilkł, a po chwili powiedział:
— Boże, ile ja tobie i jej wyrządziłem krzywdy.
— Janku! Jak możesz mówić takie okropne rzeczy! — przeraziła się.
— To prawda.
— Sam w to nie wierzysz. Dałeś nam tyle szczęścia, tyle najpiękniejszego szczęścia!...
Przymknął oczy i szepnął:
— Kocham cię, Beato, z każdym dniem bardziej. I to ta moja miłość nie pozwoli mi umrzeć.
— Nie umrzesz, nie możesz umrzeć. Bez ciebie życie dla mnie byłoby gorsze od śmierci. Ale nie mówmy o tym. To już minęło, dzięki Bogu. Wiesz co? Zawołam Marysię. Już tak dawno ciebie nie widziała. Pozwól!
— Nie powinienem. Tu powietrze pełne zarazków. Już i to mnie przejmuje obawą, że ty wciąż nim oddychasz. Dla jej młodziutkich płuc to trucizna.