Parobek zaśmiał się, splunął i dodał:
— Takie to u niej żarty. Ot, babskie sprawy.
Tymczasem i baby wyszły na powietrze. Olga z Zonią postrojone. Okazało się, że do Biernat idą na wieczorynkę. Mała Natalka pokręciła się i stanęła przy gościu.
— A ty naszego Wańkę widziałeś?
— Nie, a który to Wańka?
— To koń. On tłusty jak świnia. A jak ty nazywasz się?
— Antoni.
— A ja Natalka, a po nazwisku Szumińska. Mój ojciec majstrem w fabryce w Ludwikowie był. Ty znasz fabrykę w Ludwikowie?
— Nie, nie znam.
— Bardzo tam pięknie. Pałac ogromny. A panicz na motocyklu jeździ. I piece wielkie w hali, jeden przy drugim. Bo w nich cegła wypala się. A inne są do fajansu i do porcelany. Bardzo ciekawe. A nasze stawy widziałeś?