Antoni ostrożnie, cal za calem, obmacywał przez cienką skórę kości. Zamknął przy tym oczy, jakby mu wzrok przeszkadzał. W końcu odetchnął i mruknął:

— Porusz palcami... A teraz ostrożnie stopami... Boli?...

— Nie, nie boli — zdyszanym ze wzruszenia głosem odpowiedział Wasil.

— A teraz spróbuj zgiąć kolana...

— Boję się.

— Śmiało, no!

Wasil spełnił rozkaz i ze łzami w oczach spojrzał na Antoniego.

— Mogę zgiąć! Mogę!

— Czekaj, nie za dużo. Podnieś teraz tę nogę lekko... o tak, a teraz tę...

Z wysiłkiem i drżąc na całym ciele z wrażenia Wasil wykonywał nakazane ruchy.