— I tę jedyną — Tobie zadmuchnięto.

— Ale masz w sobie, czego nikt nie zżarzy:

— Prometeiczny ogień — duchów święto —

— w zamurowanym lochu blask witraży...

Coś mówił jeszcze — koń mój zdębion trwogą —

szedł jakiś żebrak lichy wiejską drogą.

Rozsiekłem. Z świstem lecąc przez mokradła,

deptałem węże jako srebrne struny —

a z borów na mnie leciały widziadła

i twarz zielona z nadpróchniałej truny —