a dokoła bezmiar szafirowy —

i ogień — i bór — i te sowy,

wpatrzone źrenicą przerażeń,

co pojęła boski szał wydarzeń.

Ale mi łzy płyną gorące,

leśne fauny patrzą na mnie drwiące,

bo ust naszych nie umiemy łączyć,

i jak rzeka do morza się wsączyć —

stoimy w niemej trwodze,

w zachwycie, w krwawej pożodze,