Na stopniach klękam sarkofagu —

od blasków się źrenica mruży —

jak dwa płomyki białej róży

świecą dwie ręce zapalone —

dwie żywe ręce — jak przy Magu —

me serce żywcem pogrzebione.

I zaszlochały łzy w głębinie,

zamigotały skrzydła zmięte —

aniołów grają chóry święte —

w różanych widzę mgłach świątynię —