duch mój gdzieś w dale bezimienne kroczy,

jak pogrzeb wynoszący trędowatych z miasta.

Biją mi głucho popękane dzwony

i anioł ciemny prowadzi za sobą —

i jak biczownik, okryty żałobą,

płaczę — a w łzach mych biją nieszczęść dzwony.

W zmarzłej dolinie Cienia śmierci,

gdzie gwiazd migocą sarkofagi,

buduję sobie dół — i nagi —

z płomieniem schodzę w cienie śmierci.