kołysząc włócznie zielone w otoku —

nad hełmem szafir, gwiazdami usiany,

a pod pancerzem serce i wulkany.

Jałowcem pachną krzesanicy pola,

białe pustynne jak sybirski cmentarz —

wszystko tu wieczne, jak ból i niedola,

a choćbyś z pułkiem szedł, jak regimentarz,

widząc toń zimną i martwą jeziora,

poczujesz nagle w sercu szpon upiora.

Dni moje przeszły, jak cień — i nic w górze —