raczej na światów gdzieś przełęczy.

Drzewa jak wyspy koralowe

zaczarowane, niepojęte —

obłoki jak kadzidło święte,

czerwone wewnątrz i lilowe.

. . . . . . . . . . . .

Słychać za szybą tuż brzęczenie —

to motyl rwie się do swobody —

leć — i poleciał na ogrody —

leć — i nieś słońcu pozdrowienie.