a tak bezbrzeżny, jako ludzkie nędze.

Łuczywo gaśnie — pokrwawione ściany

snują mi szeptem dziwne opowieści

«szedł w nocy młodzian z Chrystusem nieznany» —

a serce moje w okna mi szeleści.

Oh, zimno — czarno — źle —

wicher na polu dmie —

weź ono drzewko zmarznięte,

rzuć je do ognia — niech zgorze —

mój Boże!