a stopy zimne całując, umieram.
Słowiku, co ożywiasz gaje
w pustyniach mojego łona —
ach, jakże serce me kona
ach, jakiej męki doznaję —
paląc w płomieniach swe raje —
na lichej kolumnie się wspieram —
z nią padam — i łkam — i umieram.
Z Twych rąk mi płyną ulżenia,
gdy krwią swą rosisz me lico —