a ja leżę rozmarzona,

zasłuchana w szmery fal —

w głębiach płacze, w głębiach kona

miłość moja, duma, żal.

Oh, te czarne skał dyamenty

poszarpały stopy me —

płyną dni me, jak okręty,

w coraz gęstszą zimną mgłę.

Wtem zadrżałam: w boskiej krasie

stał przedemną bóg —