po zbrużdżonem obliczu piorunami,

jak ziemia —

— — — — — — — — — — — —

Dwie siostrzyczki me rzucają do ognia

pszeniczną śnieć.

Siedzę na ganku wśród odwiecznych lip,

szafranowe krokusy pachną mi świętem Wielkiejnocy,

lilowe malwy i czarne bratki

szepcą opowiastki o tych, co minęli.

A słońce rozsypało krwawe róże