wtem kościół. Z koniem wjechałem do nawy,

lud śpiewał. Chrystus patrzył na mnie łzawy.

„Nie będę Tobie służył, Jezu miły,

„boś nie jest Bogiem gwiazd ani ananki”.

Na wieży dzwony same rozdzwoniły

i same gasnąć poczęły kaganki —

on — słońce krzyżma wzniósł — lecz patrzył groźno —

już leżał w krwi...

Ja król — ja sędzia — archanioł sumienia —

zbirem stanąłem przed lico ojczyzny.