i brak mi wsparcia — i tak się boję —

co robić, Panie? drżę, jako liść —

— Z miłością — iść.

Czyliż podobna wlec swoje życie

z okropną wizyą ciągłej niedoli?

gadzinę myśli zatruwać skrycie

i wiecznie milczeć o tem, co boli —

gdy w uszach moich bez końca brzmi

marność mych dni...

Tak więc — wśród duszy osamotnienia,