Dała matka czarne brewki

I czarne oczęta,

Lecz przy brewkach jasnej doli

Dać jej nie pamięta.

A bez doli piękne lice

Jak piękny kwiat bywa:

Przyjdzie słońce i zapali,

Wicher poobrywa.

Myjże łzami białe lice

I jęcz po kryjomu,