Nie zgubiła marnie.

Ot, bywało, matka woła:

«Córko, na wieczerzę!»,

Ona syta ze swym lubym1,

Ani sen jej bierze.

I ta miłość jawna była

W oczach całej wioski,

I poczęli już źli ludzie

Puszczać złe pogłoski.

A niech sobie źli tam ludzie