— Kochałem.
— A jakże jej na imię było? — spyta gospodarz z napiętą uwagą, ale niby to nawiasem.
— Malwina — odpowiem od razu.
— O, zanadto mało esencji serca baletniczki w tej kąpieli, muszę jej dolać, a wkrótce zapomni imienia swej zubóstwionej — rzecze skrzydlaty doktor i wylał w kąpiel cały swój zasób esencji, nim zdołał wygładzić z pamięci imię kochanki.
Potem mnie spytał o me własne imię.
Nie potrafiłem mu na to odpowiedzieć, istotnie zapomniałem, jak się nazywam.
Zresztą wszystkiego tyczącego się mego życia na Ziemi zapomniałem i przykrego doznałem uczucia, bo myśl moja błąkała się w próżni mej duszy, tak jak biedny wędrowiec w Saharze. Tylko to wiedziałem, że w tej ogromnej puszczy jest jakaś piękna oaza, zwana Polską; lecz gdzie leży? I jak jest daleka? O tym najmniejszego nie miałem wyobrażenia. Bezwiedzowość jest to puszcza44 w głowie, w sercu i w duszy.
— Wyrwij mnie z tego okropnego stanu, przeklęty czarnoksiężniku, bo się uduszę! — krzyknąłem na gospodarza, przyskakując do niego z pięściami.
On tylko machnął skrzydłami i wskazał mi na mą własną głowę, a na niej stojąc, śmiał się do rozpuku, zupełnie jak opętany.
— Myślisz, że cię w tym stanie pozostawię, kochany mój przyjacielu, odebrałem ci pamięć przeszłości, ale pojętność twą spotęgowałem do najwyższego stopnia i od tej chwili bez wysilenia nauczysz się w krótkim czasie wszystkiego, co my tutaj na Księżycu wiemy. Nie stracisz na tej zamianie, ręczę ci za to. Oto w tym księgozbiorze kwintesencja wszystkich nauk przez was uprawianych...