Kilku innych mężczyzn obok nich ujrzałem.
— Dzień dobry, doktorze! — zawołał Drzejna
— Dzień dobry, drogi przyjacielu — krzyczy Icangi i ze łzami w oczach ściska mnie i całuje.
— Ach, więc żyję i jestem pomiędzy przyjaciółmi! — zawołam przejęty najwyższą rozkoszą.
— I będziesz wolny za chwilę — rzecze wielki sędzia, pomagając mi wstać z łoża.
— Długo spałem?
— Osiem dni, mój dobry Nafirze — odpowie Icangi. — Ach! Ileż ucierpieliśmy, nim zacny sędzia zdołał wyśledzić, co się z tobą stało. Dalej, zabieraj się, ruszajmy stąd, nim nas kto zdradzi i zdenuncjować105 zdoła.
— Ale książę Neuiabi? — spytałem.
— Leży tu obok ciebie na drugim posłaniu i śpi w najlepsze.
Istotnie Neuiabi spał, ale nie chrapał. Część twarzy miał zatopioną w poduszce, drugą zaś połowę zakrywał ręką.