I przyniosła mu ów rękaw. Wziął go rycerz, mówiąc, że dla żadnej jeszcze niewiasty tyle nie uczynił. A potem jej tarczę swoją zostawił, prosząc, aby jej strzegła, dopokąd po nią nie wróci. I wieczora tego wesoło mu czas upłynął, albowiem Elaina w bliskości jego być się starała, ilekroć tego zapragnął.

Rankiem dnia następnego Pan Lancelot z Panem Lawenem pożegnali starego barona, Pana Bernarda, i córkę jego, Piękną Panienkę z Astolatu. I jechali długo, aż do Camelotu przybyli. A zebrała się tam już była ciżba wielka królów, diuków, grabiów i baronów, i rycerzy szlachetnych. Ale Pan Lancelot na zamek nie pojechał, tylko za staraniem Pana Lawena razem z nim u bogatego mieszczanina gospodą190 stanęli. I tak nikt w mieście całym, kim byli, nie wiedział.

W oznaczonym czasie rozpoczęły się gonitwy. Pan Lancelot do walki, jak mógł najlepiej, się przysposobił i szkarłatny rękaw Elaine na hełmie swoim umocował. Potem razem z Panem Lawenem tam, gdzie tłok był najgęstszy, skoczył i wspaniałych czynów rycerskich wnet dokonał. Dziwowano się też dookoła, co to za rycerz taki się zjawił. Mówił Pan Gawain, że zarówno z jazdy, jak i z ciosów, którymi wokół raził, wielce Pana Lancelota on przypomina, ale nie mógł to przecie Pan Lancelot być, gdyż szkarłatny rękaw niewieści na hełmie miał, a wiedział Pan Gawain dobrze, że nigdy, na żadnym turnieju, Pan Lancelot znaku, jaki dama rycerzowi swemu daje, nie nosił.

W końcu trafem nieszczęśliwym Pan Bors konia pod Panem Lancelotem zabił. A pchnął go przy tym włócznią popod tarczę w bok, tak że złamała się włócznia, zasię odłamek w boku Pana Lancelota pozostał. Ale Pan Lawen siłą wielką konia królowi Szkotów zabrał i panu swojemu Lancelotowi go przywiódł i choć nacierali zewsząd rycerze, pomógł mu rumaka tego dosiąść. Wówczas Pan Lancelot włócznię chwycił i Pana Borsa razem z koniem na ziemię obalił. Podobnie też z innymi rycerzami sobie poczynał. Byłby ich łatwo mógł pozabijać, ale, opowieść powiada, w sercu chęci do tego nie miał i tak życie darował.

Potem znowu w gąszcz, co się był z rycerzy walczących uczynił, runął i czynów dokonał tak wspaniałych, że podobnych nikt był jeszcze dotychczas nie oglądał ani też słyszał nawet, że być mogą.

A zawsze Pan Lawen, rycerz dobry, był z nim razem.

Tam to Pan Lancelot, jak francuska książka mówi, więcej niż trzydziestu rycerzy swoim mieczem pobił i obalił, a większość z nich do Bractwa Okrągłego Stołu należała. Także i Pan Lawen dnia tego całkiem dobrze stawał.

Wreszcie król graniem rogu rycerzy z pola odwołał. I odtrąbili heroldowie, że nagroda przypada rycerzowi z białą tarczą, który rękaw szkarłatny miał na hełmie. Ale Pan Lancelot ciężko był ranny i o zaszczyty nie stał. Tedy, jęcząc boleśnie, wielkim galopem co najdalej od wszystkich odjechał. Aż kiedy na skraju lasu się znalazł, o milę prawie od pola, gdzie pewnym mógł być, że go nikt nie zobaczy, jął Pana Lawena prosić, ażeby jeśli go prawdziwie miłuje, ów ułamek włóczni z boku jego wyciągnął. Bał się Pan Lawen to uczynić, gdyż nie wiedział, czy też wówczas Pan Lancelot z krwi upływu nie zemrze. Postąpił przecie tak, jak mu pan jego był zlecił. Wrzasnął z bólu Pan Lancelot i śmiertelnie pobladłszy, zemdlał.

Wówczas Pan Lawen do pustelni go zawiózł o dwie stamtąd odległej, gdzie pustelnik jeden dobry mieszkał, który niegdyś rycerzem szlachetnym wielce był i panem rozległych włości. Z dobroci to wielkiej majętności swoje był porzucił i z własnej woli ubóstwo na siebie wziął. Lekarzem umiejętnym będąc, zaraz on krew Panu Lancelotowi zatamował i dobrym winem rycerza napoił, tak iż, pokrzepiony, do siebie przyszedł. A tymczasem król Artur rycerza kazał szukać ze szkarłatnym rękawem na hełmie, ażeby mógł ten rycerz należną sobie nagrodę i cześć, i pochwałę otrzymać. Ale nie znaleziono go nigdzie, przeto lękać się zaczęli król i rycerze wszyscy, czy czasem ciężkiej rany w walce nie otrzymał. Tedy Pan Gawain, giermka ze sobą wziąwszy, całą okolicę na sześć czy siedem mil dokoła Camelotu zjeździł, ale nigdzie ani słowa nawet o tajemniczym rycerzu nie usłyszał.

Zasię w dwa dni potem król Artur i wszystko rycerstwo do Londynu znowu wracali. I zdarzyło się, gdy powrotną drogą jechali, że Pan Gawain u Pana Bernarda z Astolatu się zatrzymał. A tam tarczę, którą Elaine w swojej pieczy miała, ujrzawszy, poznał, że ów rycerz, który taką sławą na turnieju się okrył, nie kim innym, tylko Panem Lancelotem był. Zasię Piękna Panienka z Astolatu dowiedziała się wówczas, jak walecznego rycerza pokochała. A usłyszawszy, że Pan Lancelot ciężko raniony został i że nie wiedzą rycerze, gdzie by leżał, do ojca swego, Pana Bernarda, powiada: