— Nie — odpowie Merlin — tego uczynić nie mogę.

Bowiem Merlin, zdziecinniawszy ze starości, dał się oczarować pannie jednej z królewskiego dworu. A zwała się ta panna Nimue. Z ową panną wkrótce od króla odjechał i towarzyszył jej wszędzie, gdzie bądź się udała. Często bywało, pragnął rozstać się z nią na zawsze, ale tak się w niej rozmiłował, że żyć już bez niej nie mógł. Owa zaś panna dopóty nań86 mile patrzała, póki jej wszystkich swych sztuk tajemnych nie nauczył, a kazała mu przy tym przysiąc, że nigdy przeciw niej czarów swoich nie użyje.

Pojechali razem za morze do ziemi benwickiej, gdzie Ban królował, ten sam, który swojego czasu Arturowi wrogów jego zwalczyć dopomógł. W Benwicku ujrzał Merlin młodego Lancelota, króla Banowego syna. Wówczas też królowej powiedział, że dziecię to na tak znakomitego męża urośnie, że wszystkie ludy chrześcijańskie o dzielności jego prawić będą. Pocieszyła się tym królowa, albowiem strapiona była wielce, gdyż król Klaudas śmiertelną wojnę małżonkowi jej i całej ziemi benwickiej był wypowiedział.

Potem znów Nimue z Merlinem do Kornwalii się udali. Po drodze Merlin wiele dziwów towarzyszce swojej pokazał, srodze ją przy tym wierną swoją miłością udręczył. A obawiała się Nimue Merlina, za syna diabelskiego nieledwie go poczytując, rada87 też byłaby się go pozbyć, żadnym jednak sposobem nie mogła tego osiągnąć.

Aż raz zdarzyło się, że pokazał jej Merlin grotę cudowną, co była w skale. A zamknięta była ta grota zaczarowanym kamieniem. Przymilając się do Merlina, to Nimue zdziałała, że kamień zaczarowany usunął i do groty wszedł, żeby o cudach, jakie tam się kryły, móc potem Nimue opowiedzieć. Wówczas sprawiła Nimue czarami, które od Merlina była posiadła, że wrócił kamień na swoje miejsce, zasię Merlin żadną miarą z groty wydobyć się nie mógł. Potem odjechała panna, Merlina w grocie zostawiając.

Pewnego dnia rycerz jeden, na poszukiwanie przygód jadąc, w pobliżu skały się znalazł, gdzie przez Nimue zamknięty Merlin siedział. I usłyszał, jak się Merlin skarży i lamentuje. Chciał ów rycerz Merlinowi dopomóc i próbował kamień zaklęty z miejsca poruszyć. Ale aby tego dokonać i stu ludzi byłoby mało, tak ciężki był ten kamień. Zasię Merlin, dowiedziawszy się, że go rycerz wyswobodzić pragnie, prosił go, aby tego poniechał. Trud był to bowiem daremny, nikt na świecie pomóc mu nie mógł prócz tej jednej, która go tu zamknęła.

Tak spełniła się przepowiednia Merlina o tym, jaki go koniec czeka, i odszedł ze świata ludzi. Arturowi brakło prawdziwie starego druha, dziwował się też, co się z Merlinem stać mogło. A potem, kiedy nadszedł czas ostatniej wielkiej bitwy, oddałby był Artur wszystko, co posiadał, byleby mieć Merlina znów przy sobie. Ale tak być nie mogło.

VIII. O łowach na jelenia i o tym, co z tego wynikło

Zdarzyło się raz, że król Artur, a z nim wielu jego rycerzy na łowy do puszczy pojechali. W głębi lasu Artur, król Uriens88 z Gore, siostry Artura imieniem Morgana le Fay małżonek, oraz Pan Akkolon z Galii — wszyscy trzej, szczególnie rączego jelenia ścigając, zapędzili się za nim tak daleko, że reszta myśliwych o dobrych mil89 dziesięć za nimi w tyle pozostała. A ścigali go tak ostro, że wreszcie padły pod nimi konie. Zostawszy się bez koni, widzieli, jak jeleń uchodzi, ostatkiem tchu już goniąc.

— Pójdźmy pieszo dalej — król Uriens rzecze — aż schronienie jakie znajdziemy.