Wiedząc, że umknąć nie zdoła, do jeziora, co tam było, podjechała i rzekła:
— Cokolwiek bądź ze mną się stanie, nie będzie miał brat mój swojej pochwy.
I rzuciła pochwę do wody, gdzie głąb największa. Utonęła też zaraz pochwa, gdyż ciężka była od złota i drogich kamieni.
Potem wjechała królowa Morgana w dolinę, gdzie pełno było głazów ogromnych, a widząc, że Arturowi nie ujdzie, czarów do tego używszy, siebie, ludzi swoich i konie w złomy marmuru zamieniła. Nie minęła i chwila, jak Artur z Panem Onclekiem nadjechali, ale już poznać nie mogli, gdzie pani była, gdzie rycerze.
— Ach — powie król — oto możemy karę Bożą oglądać. Żałuję też teraz, że to nieszczęście się stało.
Potem za pochwą się rozejrzał, ale nie mógł jej znaleźć, wrócił więc do opactwa, z którego był wyjechał. Gdy się Artur oddalił, Morgana przywróciła sobie i rycerzom dawną postać i powiada:
— Panowie, teraz możemy jechać, gdzie nam wola.
I do kraju swojego, Gore, pojechała, gdzie radośnie ją przyjęto. Tam zaczęła wznosić zamki obronne i miasta warowne, gdyż obawiała się zawsze króla Artura.
Zasię król, gdy w opactwie należycie wypoczął, do Camelotu pojechał, gdzie królową swoją i baronów wielce radych z jego przybycia zastał. A kiedy usłyszeli oni o Artura dziwnych, a wyżej opisanych przygodach, zdumiewali się wszyscy przewrotnością Morgany, wielu zaś rycerzy pragnęło, aby ją za jej sprawki diabelskie na stosie spalono.
— Czekajmy — mówi król. — Jeśli żyw będę, tak pomszczę się na niej, że cały świat chrześcijański mówić o tym będzie.