— Panie królu, niech Bóg ci odpłaci. Byłem w kuchni twojej przez rok cały i utrzymanie miałem tam dostatnie. A teraz, jako umowa stanęła, o dwa dalsze dary cię poproszę.

— Na moje ryzyko, proś — król na to powie.

— Panie, dwa te dary będą takie: pierwszy, abyś mnie sprawę panny tej powierzył, zasię drugi, abyś Panu Lancelotowi z Jeziora rycerzem mnie uczynić polecił, gdyż z jego tylko rąk rycerstwo przyjąć chcę. A i o to cię proszę, abyś mu ze mną jechać pozwolił, niech na rycerza wtedy mnie pasuje, kiedy go o to prosić będę.

— Wstyd! — oburzy się na to panna. — Od kuchcika twojego zatem mam jedynie pomoc otrzymać?

I rozgniewana wielce, konia swojego wzięła i odjechała.

A w tej chwili przychodzi ktoś Pięknej Rączce powiedzieć, że mu konia i zbroję, i wszystko, czego by na wyprawę potrzebował, z domu przysłano. A tak piękne i dostatnie było to zaopatrzenie rycerskie, że zdumiał się dwór cały, skąd by też mogło ono pochodzić. A gdy wszedł na salę Piękna Rączka do drogi już przyodziany, żeby się z królem, Panem Gawainem i Panem Lancelotem pożegnać, mało kto z obecnych tam rycerzy mógł mu pięknym wyglądem dorównać. Poprosiwszy Pana Lancelota, żeby za nim pośpieszał, Piękna Rączka w ślad za panną ruszył. Wielu wyszło za nim, gdy odjeżdżał, żeby na jego konia i zbroję złocistą z podziwem popatrzeć, ale ani tarczy, ani włóczni Piękna Rączka nie miał. Wówczas też Pan Kaj do innych na cały głos powiedział:

— Pojadę i ja za moim kuchcikiem przekonać się, czy mnie za lepszego od siebie uzna.

Na próżno Pan Lancelot i Pan Gawain doradzali Panu Kajowi, żeby w domu pozostał. Nie słuchając ich, do drogi się przysposobił, włócznię i konia wziął i za Piękną Rączką pojechał.

Dogonił go właśnie w chwili, gdy Piękna Rączka z panną naprzód śpieszącą się zrównał. Zaraz też do niego podjechał i mówi:

— Hola, Piękna Rączko! To mnie już nie poznajesz, mój panie?