Na to panna podchodzi i mówi:

— Panie Zielony Rycerzu, wstydu chyba nie masz, że tak długo z kuchcikiem tym się porasz124. Wstyd to zaiste, że rycerzem cię uczyniono, kiedy chłopak taki sprostać ci potrafi; widać, że chwast samo zboże przerósł.

Zawstydził się Zielony Rycerz tą przemową i siły zebrawszy, potężnym ciosem tarczę Pięknej Rączki wpół przeciął. Teraz z kolei młody rycerz wstyd poczuł z powodu ciosu i panny razem gadania, tedy natężywszy się w sobie, taki cios Zielonemu Rycerzowi po hełmie wymierzył, że tamten na kolana upadł. Wówczas Piękna Rączka chyżo do ziemi go przygiął, zasię przeciwnik jego, powstać nie mogąc, na czworakach o łaskę zawołał i Panu Pięknej Rączce się poddając, o darowanie życia błagał.

— Próżno mnie prosisz — Piękna Rączka powie — zginąć musisz, chyba że ta oto panna za tobą prosić mnie będzie.

I sprzączki hełmu jego odpinał, jakby go zabić miał.

— Niech tak będzie — panna zawoła — zostaw go, kuchciku przebrzydły, gdyż inaczej srogo tego żałować będziesz.

— Panienko — Piękna Rączka jej powie — każde zlecenie twoje z radością wykonam. Na twój rozkaz, niczyj inny, życie mu daruję. Panie rycerzu w barwach zielonych, puszczam cię wolno na panny tej żądanie, gdyż rozgniewać jej nie chcę i cokolwiek mi rozkaże, to spełnię.

Tedy Zielony Rycerz przed Piękną Rączką ukląkł i miecz swój na znak hołdu oddając, przyrzekł, że wraz z trzydziestu swymi rycerzami po wiek wieków władzę jego nad sobą uznawać będzie.

Rzeknie wówczas panna:

— Boleję ja wielce, Zielony Rycerzu, nad twoją szkodą i brata twojego, Czarnego Rycerza, zgonem. I o pomoc cię proszę, gdyż lękam się bardzo przez ten las oto przed nami jechać.