Zakłopotał się przeto Artur i powiedział sobie:
— Pojadę na cmentarz kościelny i wezmę ów miecz w głaz wetknięty, gdyż nie może brat mój, Pan Kaj, dnia dzisiejszego bez miecza zostać.
Podjechawszy więc do głazu, zsiadł Artur z konia i u słupa go uwiązał. Potem poszedł wprost do namiotu straży, ale nikogo z rycerzy nie znalazł. Wszyscy na turniej pojechali. Ujął wtedy za rękojeść miecza i pociągnął ją ku sobie mocno, i wyszedł miecz z kowadła posłusznie, a bez oporu. Wówczas, znów konia dosiadłszy, pojechał Artur w pole, aż odnalazł brata swego, Pana Kaja, i miecz mu oddał.
Gdy tylko Pan Kaj miecz zobaczył, poznał od razu, że to ten sam, co w głazie tkwił, podjechał więc do ojca, Pana Ektora, i rzekł mu:
— Spójrz, panie, oto miecz z głazu dobyty. Mam być przeto królem całej Anglii.
Skoro Pan Ektor miecz obejrzał, zawrócili wszyscy trzej do świątyni i weszli do niej. Tu kazał Pan Ektor Kajowi na Ewangelię przysiąc, iż prawdę powie, jak ów miecz posiadł. Wówczas wyznał Kaj, że to Artur miecz mu przywiózł, i zapytał brata:
— Jakżeś tego dokonał?
A gdy usłyszał Pan Ektor odpowiedź Artura, jak miecza dobył, powiedział mu:
— Pojmuję teraz. Ty masz być królem tej ziemi.
— Dlaczego ja — zapytał Artur — i z jakiej przyczyny?