— Tak — uśmiechnął się Janek.
— Nie o ten fach chodzi — odparł stary również z uśmieszkiem. — Uczciwy fach mam na myśli.
— W cywilu... jestem damskim krawcem. Moi rodzice byli właścicielami „domu mód” w Odessie i tam się tego fachu nauczyłem.
Stary podrapał się zakłopotany w głowę i odparł:
— Niezły fach. Ale najgorsze, że trzeba mieć do czynienia z kobietami. Tacy goście jak ty powinni się trzymać jak najdalej od tego szkodliwego rodzaju ludzkiego. Ten fach nie dla ciebie, brachu.
— Innego frajerskiego fachu nie znam.
— Zostaniesz kupcem. Mogłeś być złodziejem, potrafisz być kupcem...
— I to wszystko? — ironizował Janek.
— Nie wszystko, brachu — odparł, nie zważając na urągliwy uśmieszek Janka. — Musisz sobie wybić z głowy córkę „Lipy”. Ja ci to rozkazuję!... Nie brak córek frajerskich albo prostytutek, co chętnie zabawią się z tobą. Po co unieszczęśliwiać uczciwą córkę złodzieja?
Janek wybuchnął głośnym śmiechem i zawołał cynicznie: