Jedyną córeczkę wychowywał w pierwszorzędnym internacie w Paryżu. Dbał o nią za pośrednielwem swego adwokata, aby nie zbywało jej na niczym. Córka nigdy nie dowiedziała się, jaka tragedia rozegrała się między rodzicami, pozostało też dla niej tajemnicą wykolejenie ojca.

Równie prędko, jak został przestępcą, opamiętał się i chciał zawrócić z błędnej drogi. Powrotna droga okazała się jednak bardziej oporna25, niż mu się wydawało.

Płynęły lata, a staczał się coraz niżej i niżej. Krytyczny moment nastąpił w 1908 roku.

Po odsiedzeniu dwuletniej kary udał się wraz ze wspólnikami na „pewną” robotę do Berlina.

Policja otoczyła bank, który miał zostać ograbiany. Policja przestrzeliła mu podczas pościgu kręgosłup i tylko dzięki wiernym wspólnikom został przy życiu. Na plecach, ryzykując życiem, unieśli go ze sobą i oddali pod opiekę słynnego chirurga. Niedołężnym kaleką pozostał już na zawsze.

Doktor, pod którego opieką odbył kurację, zainteresował się jego przeszłością. Leczył nie tylko jego ciało, ale i duszę.

Czas spędzał godzinami przy jego łóżku. Prowadzili ze sobą długie filozoficzne rozmowy. Za jego namową „Herszełe” postanowił rozpocząć nowe życie.

Po wyjściu ze szpitala, złamany fizycznie i moralnie, zakomunikował swoim kolegom, że kategorycznie zrywa raz na zawsze z tym wszystkim, co pachnie złem i krzywdą bliźniego.

Towarzysze daremnie próbowali go przekonać, że nie warto... Szkoda było im rozstać się z takim remiechą, jakim był Herszełe. Proponowali mu równą „dolę” z łupu, aby wydawał tylko rozkazy i uczył „fachu”, nie biorąc osobiście żadnego udziału w „robotach”. Pozostał jednak nieubłagany.

Pierwszą rzeczą, której dokonał na drodze uczciwej, była sprzedaż biżuterii i kosztowności swoich i rozdzielenie pieniędzy wśród ubogich. Sobie zostawił najgorszy garnitur i trochę tylko gotówki, tyle akurat, aby wystarczyło urządzić się w ciasnym pokoiku na Smoczej ulicy w Warszawie.