Ale dziś Aniela kręci się nerwowo na krześle, spoglądając co chwila na ścienny zegar. Goście dostrzegają jej niepokój, ale żaden nie śmie zapytać o powód. Tylko ojciec od czasu do czasu zbliża się do niej, mówiąc coś po cichu, jakby ją uspokajał.
Ojciec Anieli, osobistość znana w świecie podziemnym, ochrzczony został w młodości pseudnimem „Lipy”, na który rzetelnie zarobił. Od najwcześniejszych lat wałęsał się po całym świecie, coraz to pod innym nazwiskiem. Stąd wzięło początek przezwisko „Lipa”5.
Urodzony z ojca starego katorżnika i matki znanej doliniarki6, zapoznał się już w dzieciństwie z „fachem” złodziejskim. Jako młodzieniec cieszył się już sławą wunderkinda7 w całej Rosji. Matka brała go ze sobą „do miasta” przed ukończeniem siódmego roku życia; wtedy rozpoczęła się jego właściwa edukacja...
Wychowany bez ojca (zginął na katordze), był pod wpływem wyłącznym matki, która dbała o to, aby jej jedynak został „sławny”.
W dniu, gdy ukończył piętnasty rok życia, odumarła go matka. Przed śmiercią wezwała go do siebie i pożegnała tymi słowy:
— Stasiu drogi! Dziecino moja kochana! Teraz mogę już spokojnie zamknąć oczy. Jesteś dorosłym człowiekiem i będziesz mógł sobie urządzić życie. Cieszy mnie, że moja praca nad tobą nie poszła na marne. Kradnij i rabuj, ile się da i gdzie tylko będziesz mógł. Nie żałuj frajerów. Oni naszych także nie żałują. Zemścij się za ojca, który przez tych przeklętych frajerów został zesłany na dwanaście lat katorgi. Twój ojciec pochodził z porządnej rodziny i nigdy nie był złodziejem. W więzieniu poznał mnie i pokochał. Ja, która pochodzę z rodu złodziejskiego, i jego wciągnęłam w to przeklęte życie. Nienawidzę frajerów, synu. Gardzę nimi całą duszą. A wiesz dlaczego? Dlatego, że nigdy nie pozwalają nam podnieść się z błota. Nigdy nie podadzą usłużnej ręki, abyśmy mogli podźwignąć się i zostać uczciwymi ludźmi. Twój ojciec bardzo mnie kochał i przeze mnie został katorżnikiem. Za co? Mniejsza...
Tu przerwała, by zaczerpnąć tchu i dodała:
— Pamiętaj o dniu zadusznym i módl się za duszę twojej grzesznej matki.
Rozpłakała się i całując go w czoło, ciągnęła dalej:
— Porzuć jednak z czasem, jak dorośniesz, to podłe życie. Porzuć! — powtórzyła. — Koniec jest bardzo marny, synku! Strasznie jest gnić w więzieniu!