— Uspokój się, kochana. Widzisz sama, że musimy gdzieś pomówić ze sobą bez świadków.

Aniela zatopiła przenikliwy wzrok w Janku, jakby chciała wyczytać jego zamiary.

Janek uchwycił jej myśli i odparł:

— Możesz mi w zupełności zaufać. Takim podłym „Janek Klawy” nie jest.

Taksówka zatrzymała się przed wskazanym hotelem. Janek rzucił niedbale szoferowi banknot i wprowadził Anielę do swego pokoju.

— Zdejm płaszcz, kochanie...

Wyciągnął rękę, jakby chciał jej pomóc. Aniela cofnęła się w tył.

— Po co... Możemy i tak pomówić.

— Nie chcesz, to nie. Siadaj, proszę.

Aniela usiadła niepewna siebie. Twarz Jana nachmurzyła się. Przykre myśli przebiegły jego mózg: