Błędny wzrok spoczywa przez chwilę na zakratowanym oknie. I niby ostra strzała przeszywa jego mózg okrutna myśl:

„Daremny krzyk twej duszy... Już nie ujrzysz Anieli... Ona już należy do innego!...”

Milczą mury jego grobu za życia. Różne napisy na ścianach, poczynione przez jego poprzedników, sprawiają na Janku wrażenie napisów umieszczonych na nagrobkach i pomnikach. Wzrok jego błądzi po ścianach grobu, gdy wtem drzwi celi się rozwierają.

Zgrzyt przekręcanego w zamku klucza przywraca mu przytomność umysłu. Przez sekundę spogląda na zielonkawy mundur surowego klucznika. Ich spojrzenia krzyżują się. Zdaje sobie sprawę, że drzwi nie zostały otworzone, by zwrócić mu wolność.

— Dlaczego nie meldujesz się? — rzuca ostro przez zęby strażnik pobrzękując pękiem kluczy, których nie wypuszcza nigdy z rąk.

Klawy Janek milczy.

— Ty przeklęty psie, czy nie słyszysz, że mówię ciebie? Czemu nie meldujesz się, gdy wchodzę do twojej celi? — unosił się strażnik.

— Bo nie mam ochoty — odpowiada Janek „na zimno”.

— Co? Chęci nie masz? Ha, ha, ha!... Nie chce mu się!... A może nie podoba ci się więzienie?...

Klawy Janek odwraca się do strażnika plecami i pogwizduje sobie złodziejską piosenkę.