— Pytanie tylko, kto jest szkodliwy dla społeczeństwa: przestępcy czy ci, którzy ich do przestępstwa popychają — rzekł profesor poważnie.
— Ależ, panie profesorze, mam wrażenie, że jest to obowiązkiem każdego człowieka pomóc nam, policjantom, w ciężkiej walce ze światem podziemnym. Niech mi pan powie: gdyby tak szło o usunięcie wściekłego psa, czy zawahałby się pan przed zastrzeleniem go? Czy ludzie tego pokroju nie zasłużyli na kulę w łeb?
— Nie będę się wdawał w rozważania filozoficzne. Pan spogląda na ludzi oczyma policjanta, ja oczyma lekarza. Spoglądam na ludzi jak na chorych, którzy nabawili się choroby może wbrew swej woli.
Profesor prosił o wybaczenie, że, niestety, jego obecność nie przyczyni się do rozwiązania ich zagadki i pożegnał obu komisarzy.
Komisarz Żarski na pożegnanie użył wypróbowanego triku:
— Przekonam pana, panie profesorze. Tego pan zna? — zapytał Żarski, podsuwając Schwarzowi z błyskawiczną szybkością podobiznę „Klawego Janka” i zatapiając przy tym ostry wzrok w twarzy profesora.
Profesor jednak ani drgnął. Twarz jego zdradzała dobroduszność.
— Niech pan się dobrze przyjrzy tej podobiźnie, może pan rozpozna swego pacjenta?
Profesor flegmatycznie wyjął okulary, wsadził je na nos, zbliżył się do stołu, na którym stała lampa elektryczna i rzekł:
— Ciekawa twarz, nieco podobna do pańskiej, panie komisarzu.