Janek zbliżył się i nie bez obrzydzenia usiadł na brzegu łóżka.
Stary to zauważył.
— Co?... Brzydzisz się mego legowiska... Jak doczekasz się, brachu, mojego wieku i przejdziesz tyle kolejek w życiu co ja, to kto wie, czy nie będziesz gorzej wyglądał.
Starzec zamyślił się i po chwili ciągnął dalej:
— Dla siebie już dawno umarłem, brachu. Tylko dla was, dzieci, żyję i wegetuję na tym marnym świecie. Tak, tylko dla was... Nie istnieje już dawny „Herszełe Rozpruwacz”, przed którym drżeli kapitaliści i bankierzy. Teraz jedynym moim celem jest opieka nad członkami naszego zgromadzenia. Pragnę i dążę do tego, jak głosi nasz program, aby każdy z was nawrócił się. Bóg nie odpycha największego nawet grzesznika od siebie. Każdy z nas musi pamiętać: „Lepiej później niż nigdy”...
Obecni słuchali uważnie. Garbusek umiał zainteresować pupilów proroczymi wywodami. W mig zrozumiał, dlaczego Janek rzuca niepewne spojrzenia wokoło siebie, i zawołał:
— Same swoje „rozpruwacze”, brachu. Przygotowuję ich do nowego życia. Forsy mają dość i najwyższy czas „bastować”. „Kapusiów” między nami nie znajdziesz. Każdego pouczam, że grunt złożyć losy w ręku Boga.
Janek machnął lekceważąco ręką.
Garbusek wyprostował się na barłogu i groźnie zawołał:
— Łajdak jesteś! Należysz do zakonu „Rozpruwaczy” i przeszło rok czasu nie przychodziłeś. U naszego brata grunt to wiara! Słyszysz, wiara!...