Regina niezdecydowanym krokiem opuściła gabinet Wołkowa pod konwojem dwóch strażniczek. Nie orientowała się w sytuacji.
Obaj komisarze pozostali w gabinecie, spoglądając na siebie. Jeden chciał wyczytać myśli drugiego. Szczupak odezwał się pierwszy:
— Do czego pan zmierza, panie komisarzu? Obraża mnie pan osobiście swoim postępowaniem! Pan aresztował moją konfidentkę bez żadnej podstawy.
Komisarz Wołkow przyjął poważny wyraz twarzy i kładąc po przyjacielsku rękę na ramieniu Szczupaka, rzekł:
— Powiedz mi pan, jak długo już pan służy w policji?
— Co to ma wspólnego z tą sprawą?
— Bardzo wiele, przyjacielu.
— Z górą siedem lat — odparł Szczupak zdenerwowanym głosem.
— A ja o wiele dłużej — odparł Wołkow. — Nie zapominaj pan, że wysoki ten urząd piastuję po przebyciu wszystkich szczebli kariery policjanta: od posterunkowego do komisarza! Zapewne mam za sobą dość zasług, że dopiąłem tak wysokiego szczebla w mojej karierze. Natomiast pan, przyjacielu, zawdzięcza godność komisarza wyższemu wykształceniu i... protekcji — zakończył swoje uwagi Wołkow ironicznym docinkiem.
— Nie wszyscy, którzy piastują wyższe godności, warci są ich stanowiska42 — mruknął Szczupak pod nosem.