— Oddaj rewolwer — rozkazał Krygier Jankowi.
Rozkaz został bez szemrania wykonany. Janek żałował teraz swego czynu. Wstrząsał nim widok przestrzelonego kolegi, który leżał w kałuży krwi.
Janek, widząc, że stan Felka pogarsza się, padł na kolana i zaczął go błagać o przebaczenie.
Felek resztkami sił odpowiedział:
— Kapusiem nigdy nie byłem...
— Wybacz mi, wybacz!... — płakał Janek na głos. — Nie chciałem cię zabić!... Ach, po com to uczynił?...50
— I ja niepotrzebnie porwałem się na ciebie... Bądźcie zdrowi... Umieram...
W pokoju zaległa grobowa cisza. Janek stał przykuty do miejsca zbrodni, zatopiwszy wzrok w zwłokach Felka. „Zimna kokota” szlochała, rzucając nienawistne spojrzenia na Janka.
W pewnym momencie Krygier odezwał się:
— Nie ma nad czym się zastanawiać: umarł, więc trzeba go pochować... Trzeba go stąd uprzątnąć.