Szczupak po chwili zastanowienia się odparł:
— Nie możemy stąd się ruszać. Powiedz komisarzowi Wołkowowi, że nie mogę stąd odejść i by wezwał innych ludzi do pomocy.
Po oddaleniu się wywiadowcy, Szczupak znów ukrył się we wnęce bramy. Pomyślał w duchu:
„Dziś jeszcze będę miał konkretne wyniki. Nie rozumiem powodu, dla którego Wołkow chce nas koniecznie stąd uprzątnąć. A może on także...”
Potrząsnął głową dla odpędzenia tej myśli, która wydawała mu się herezją. Ale to nie przeszkadzało w utwierdzeniu się jego podejrzeń co do roli Wołkowa. Podejrzliwość jego wzrosła po próbie Wołkowa odciągnięcia go od jego punktu obserwacyjnego.
Naraz pewien mężczyzna wyślizgnął się z bramy. Szczupak jeszcze silniej przywarł do muru.
„Gdzieś widziałem już tę twarz? Gdzieś już widziałem tego gościa?...” — przebiegły mózg Szczupaka pytania.
Przechodzień przystanął, odchrząknął, jakby nadsłuchiwał, po czym zapukał do drzwi prowadzących do sklepu frontowego.
W tej chwili z rozwartych drzwi wysunął się jegomość z ładunkiem na plecach. Światło latarń ulicznych padło na twarz jegomościa. Szczupak ledwie nie podskoczył z radości. Od razu rozpoznał Milczka, którego przed wielu laty zatrzymał, ale ten zdążył uciec z więzienia.
Szczupak aż skurczył się w ciemności, a jego pomocnik Wątróbka szedł krok w krok za Milczkiem, nie spuszczając go z oka.