Wzrok jego spoczął na grubych kratach. Zerwał się z posłania, by zbliżyć się do okna. Ręką namacał kraty. Uśmiech zgorzkniały wykrzywił jego usta:

— O, te kraty są za grube! Mój włos będzie bezsilny wobec nich! A zresztą zbyt wiele czasu trzeba było stracić, a kto wie, czy zaraz odeślą mnie do więzienia.

Krygier stale nosił przy sobie włos angielski, ukryty w obcasach swoich pantofli angielskich. Z tego względu nigdy nie przerażał się faktem aresztowania.

Zaczął badać okiem dziedziniec, na który okno wychodziło. W lot zorientował się, że ta droga nie prowadzi na wolność.

Zbliżył się do drzwi. „Fachowo” je obmacał ze wszystkich stron. Wyczuł nawet wytrzymałość rygli, umieszczonych po tamtej stronie. Jako inżynier zdawał sobie sprawę z tego, jaka czekałaby go praca, gdyby zdecydował się na tę robotę. Pragnął za wszelką cenę jeszcze tej nocy odzyskać wolność. Dręczyła go niepewność, czy zostawią go na noc w tej celi. Wiedział z doświadczenia, że takie karpie głowy67 jak on nie trzymają długo w areszcie Urzędu Śledczego. Nie ufają im. Wolą ich trzymać w pewniejszych więzieniach.

Słońce rozgościło się w jego celi. Krygier dla zabicia czasu zaczął odczytywać napisy na ścianach.

Były to wyryte imiona i nazwiska, przydomki i przezwiska, aforyzmy i powiedzonka, przekleństwa i wyzwiska — wypisane ołówkiem czarnym lub kolorowym, albo wyryte w ścianie, niektóre porysowane paznokciem! Autorami tych wypowiedzi byli ludzie nocy, dzieci podziemi. Krygier z zainteresowaniem odczytywał te uwagi o życiu, o szczęściu, wolności, miłości, pieniądzach i wielu innych najważniejszych sprawach, które wypełniają treść naszego życia.

Wtem usłyszał on twarde kroki. Potem rozległo się silne uderzenie do drzwi.

„Aha, sprowadzają nowego gościa! — pomyślał w duchu Krygier. — Kto wie, może jeden z moich ludzi?”

Klucz zgrzytnął w zamku. Drzwi otworzyły się z łoskotem.