— Ja, Krygier, postrach policji i właścicieli kas ogniotrwałych nie skończę w tak sromotny sposób. Walczyć będę do ostatka! Nie skończę jak tchórz!

Głód zaczął mu dokuczać w niemożliwy sposób. Już nie mógł o niczym innym myśleć, prócz o jedzeniu. Miał widziadła, w których tematy obracały się dokoła restauracji, kawiarń i cukierń. Widziadła te doprowadzały go do szaleństwa. Doznawał zawrotu głowy.

W pewnym momencie rozległy się kroki na korytarzu. Krygier nadsłuchiwał. Może już idą po niego. Ale kroki ucichły. Staczał ze sobą walkę: przypuścić szturm do drzwi i przypomnieć klucznikowi o swoim istnieniu, czy też wytrwać do końca.

Ostatnią nadzieją Krygiera był Wołkow. Pół życia gotów był teraz oddać, by móc zapytać Wołkowa, co zamierza z nim uczynić.

Krygier pocieszał się, że Wołkow tak będzie manewrował, by go puścić wolnym. Dokument podpisany przez niego przyda mu się teraz. Jeżeli wypadnie mu siedzieć, to i Wołkow powędruje za kraty więzienne. Krygier był zadowolony, że nie miał przy sobie dokumentu, w którym Wołkow przyznawał się do zabójstwa policjanta i jego obrabowania.

Ale głód raz po raz odzywał się i upominał o jedzenie.

Krygier postanowił do ostateczności walczyć z głodem. Był niemal pewny, że policja zajęta jest likwidowaniem jego bandy i dlatego nikt nie zajmuje się nim. Ten stosunek władz do Krygiera wytrącał go z równowagi.

Tracił siły. Nie mógł się utrzymać na nogach. Położył się na narze. Jak we mgle przesuwały się przed jego oczyma obrazy z dawnej przeszłości. Przypomniały mu się lata dzieciństwa... rodzice, którzy byli poczciwymi ludźmi... różne przestępstwa... paczki banknotów... wspólnicy... kobiety, które dawały mu chwile rozkoszy, ale których nienawidził z całej duszy... Koszmarne wizje ciągnęły się w nieskończoność... Całą noc prawie przetrwał w tym stanie ni jawy, ni snu. Głód stawał się dokuczliwszy z minuty na minutę. Nie mógł zasnąć, a na jawie nie mógł panować nad nerwami.

W pewnym momencie zerwał się z posłania, by zabrać się do dzieła.

Postanowił wydostać się z celi za wszelką cenę. Zrzucił z siebie pantofle i zaczął odrywać obcasy, które kryły w sobie ostatnią nadzieję.