— Co ma oznaczać ten ton pewny siebie? Pan już od dawna wydawał mi się podejrzany...
Aczkolwiek Wołkow przy tych słowach stracił tupet, nie dawał tego po sobie znać. Wręcz przeciwnie, zareagował odważnie:
— Pan mi się tak samo wydaje od dawna podejrzany...
— Jeszcze dziś pana pociągnę do odpowiedzialności. Przede wszystkim za to, że pan dziś wypuścił z rąk niebezpiecznego opryszka. Zresztą wiem jeszcze więcej o panu...
Obaj przez chwilę spoglądali na siebie badawczo i z nienawiścią.
— Panu wolno było wypuścić z rąk niebezpieczną przestępczynię, bo się panu spodobała? Mogłem i ja sobie pozwolić być dżentelmenem. Wszak jesteśmy ludźmi i każdego z nas napadają chwile słabości...
— Kilkakrotnie zwalniałem tę dziewczynę dla dobra śledztwa. Chciałem w ten sposób natrafić na ślady tej bandy.
— Mnie pan takie bajdy opowiada? — wybuchnął śmiechem Wołkow. — Pan, zdaje się, zapomina, że i ja jestem policjantem i że ten trick jest mi tak samo dobrze znany, jak i panu. W takim razie ciekaw jestem, czy te sceny, jakie się rozegrały między panem a tą dziewczyną, również były przez pana wywołane dla dobra śledztwa...
Komisarz Żarski już nie wątpił, że aspirant Wołkow jest dokładnie wtajemniczony w jego intymne sprawy. Odrzekł krótko:
— Wiem, co czynię i pamiętam o swoich obowiązkach.