Hanka, podczas gdy wróżka mówiła o kobietach, zamieniła się cała w słuch. A że sama była szatynką, nie była zadowolona z wróżby. Jeszcze raz nalegała, by mi wróżyła z ręki. Może tak lepiej odgadnie, przy tym wręczyła znów datek pieniężny. Wróżka chytrze się uśmiechnęła. Zrozumiała, o co jej chodzi i kim ona jest dla mnie. Więc na nowo zaczęła bredzić, tym razem z ręki.
Wróżka mówiła teraz otwarcie, że ja ją zdradzam i że poprzednio z kart też to wyczytała, tylko nie chciała jej martwić. Teraz zaś mówi szczerą prawdę.
Ze złością wyrwałem rękę i odparłem:
— Wszystko, co pani wywróżyła, jest wierutnym kłamstwem — (choć teraz faktycznie zgadła).
Krzyczałem, że ani jedno słowo nie zgadza się z prawdą.
— A co do przyszłości, pani wie tyle, co i ja. Pani jest oszustką — wołałem. — Szkoda, że pani się nie urodziła trzysta lat temu, to na pewno zrobiono by pieczeń na stosie.
Ta spokojnie, z powagą na moje zarzuty odparła:
— Pan jest jeszcze młody i zarozumiały. Do mnie koronowane osoby, hrabianki i księżniczki przychodziły po poradę, a nie takie jak pan. Moje słowa są — tu podniosła ręce ku niebu — natchnieniem Jehowy. Nic innego nie mówię, tylko to, co widzę.
Po namyśle dodała:
— Wie pan, widzę, że pan jest niedowiarkiem. Więc panu powiem fakt, a wtedy pan uwierzy. Będzie temu kilka tygodni, złodzieje na jednej z głównych ulic okradli bogatego jubilera, policja nie mogła wykryć sprawców tej śmiałej kradzieży. Więc znając mnie od lat, że dla mnie nie ma tajemnic, zwróciła się do mnie o pomoc. Była to trudna sprawa, jednak w ciągu dwudziestu czterech godzin już wykazałam sprawców tej śmiałej kradzieży i także miejsce, gdzie sprzedano skradzione rzeczy, a nawet odebrano wszystko z powrotem. A! — zakończyła z triumfem, patrząc na mnie uparcie, zaropiałymi oczyma.