— Ach, przeklęty Hebanie, skoro jesteś tak zły, nie należysz tedy do tego samego pana co Topaz? Utworzyły was dwie różne zasady, z których jedna jest dobra, a druga zła ze swej istoty?

— To nie jest konieczny wniosek — rzekł Heban — ale jest to, bądź co bądź, wielka trudność.

— Niepodobna — podjął umierający — aby dobrotliwa istota stworzyła tak złowrogiego ducha.

— Podobna czy niepodobna — odparł Heban — tak jest, jak mówię.

— Ach — rzekł Topaz — mój biedaku, czy nie widzisz, że ten ladaco umyślnie cię jeszcze drażni, aby wzmóc twoją gorączkę i przyspieszyć chwilę śmierci?

— Daj mi pokój, tyle mi wart on co ty — rzekł Rustan. — On przyznaje bodaj, że chciał mego zła, a ty, któryś mnie niby bronił, nie zdałeś mi się na nic.

— Bardzo mnie to smuci — rzekł dobry duch.

— I mnie także — odparł umierający. — Jest w tym coś, czego nie rozumiem.

— Ani ja — rzekł biedny dobry duch.

— Dowiem się tego za chwilę — rzekł Rustan.