Człowiek o czterdziestu talarach
(1768)
Starzec pewien, który zawsze biada na teraźniejszość, a wychwala przeszłość, powiadał mi:
— Mój przyjacielu, Francja nie jest tak bogata, jak była za Henryka IV1.
— Czemuż to?
— Bo ziemia gorzej jest uprawna; brak jest ludzi; robocizna zdrożała, wielu tedy rolników zostawia ziemię odłogiem.
— A skąd pochodzi ten brak robotników?
— Stąd, iż ktokolwiek ma głowę na karku, chwycił się rzemiosła tkacza, szlifierza, zegarmistrza, adwokata lub księdza; stąd, że odwołanie edyktu nantejskiego2 wyludniło kraj; że wzrosła liczba zakonnic i żebraków; że wreszcie każdy, o ile tylko może, umyka się uciążliwej pracy na roli, do której Bóg nas stworzył, a której myśmy w swoim wielkim rozumie dali piętno hańby!
Druga przyczyna naszego ubóstwa leży w naszych nowych potrzebach. Musimy płacić sąsiadom cztery miliony za jeden produkt, a pięć do sześciu za drugi, aby pchać do nosa cuchnący proszek3 pochodzący z Ameryki. Kawa, herbata, koszenila4, indygo5 kosztują nas przeszło sześćdziesiąt milionów rocznie. Wszystko to było nieznane za Henryka IV, z wyjątkiem korzeni, a i tych zużywało się o wiele mniej. Spalamy sto razy więcej świec, a sprowadzamy więcej niż połowę miodu z zagranicy, ponieważ zaniedbujemy pasieki. W uszach, na szyi, na rękach mieszkanek Paryża i innych wielkich miast lśni się sto razy więcej diamentów, niż ich miały wszystkie damy dworu Henryka IV, licząc w to królową. Prawie wszystkie te błyskotki trzeba było zapłacić w gotowiźnie.
Zważ, że nasze wojny domowe ściągnęły do Francji skarby Meksyku, kiedy Don Felipe el Discreto6 chciał kupić Francję, a że od tego czasu wojny zagraniczne wyssały z nas połowę gotowizny.