Następnie przeczytał pierwszy tom Szukania prawdy65. To nowe światło olśniło go.
— Jak to — wykrzyknął — wyobraźnia i zmysły mamią nas do tego stopnia?! Jak to, zjawiska nie kształtują naszych pojęć, nie możemy zaś ich wytworzyć sobie sami?
Przeczytawszy drugi tom, mniej był zadowolony i uznał, że łatwiej jest burzyć niż budować.
Towarzysz, zdziwiony, iż młody nieuk uczynił to spostrzeżenie, do którego zdolny jest zazwyczaj jedynie wyrobiony umysł, powziął wielkie pojęcie o talentach Prostaczka i tym więcej przywiązał się doń.
— Mam wrażenie — mówił Prostaczek — że ten twój Malebranche66 napisał pierwszą część książki rozumem, drugą zaś wyobraźnią i przesądami.
W kilka dni potem Gordon spytał:
— Cóż tedy sądzisz o duszy, o sposobie, w jaki poczynamy myśli, o naszej woli, o łasce, o wolnej woli?
— Nic — odparł Prostaczek — a gdybym w ogóle coś myślał, to chyba, że jesteśmy w mocy Wiekuistej Istoty, jak gwiazdy i żywioły; że ona robi w nas wszystko, że jesteśmy kółeczkami olbrzymiej machiny, której ona jest duszą; że Istota ta działa za pomocą powszechnych praw, a nie za pomocą poszczególnych zamiarów. To jedno wydaje mi się zrozumiałe; cała reszta jest dla mnie otchłanią mroków.
— Ależ, synu, to znaczyłoby czynić Boga twórcą grzechu.
— Ależ, ojcze, wasza „skuteczna łaska” czyniłaby również Boga twórcą grzechu; nie ulega bowiem wątpliwości, iż wszyscy, którym odmówiłby tej łaski, popadliby w grzech; a czy ten, kto nas wydaje złemu, nie jest jego sprawcą?