— Jesteś aniołem.
Tymczasem Zadig ciągle pytał o nowiny i ronił obfite łzy.
— Jak to, panie — wykrzyknął rybak — byłże byś ty sam nieszczęśliwym, ty, który siejesz dobrodziejstwa?
— Nieszczęśliwszym od ciebie sto razy — odparł Zadig.
— Ale jak to być może — powiadał poczciwina — aby ten, który daje, bardziej był godzien litości niż obdarowany?
— Stąd, iż twoją największą klęską był niedostatek — odparł Zadig — ja zaś jestem nieszczęśliwy sercem.
— Czy także Orkan zabrał panu żonę? — spytał rybak.
Pytanie to przywiodło Zadigowi na pamięć wszystkie jego przygody; przebiegł myślą litanię swych nieszczęść, począwszy od suczki królowej aż do zamku rozbójnika.
— Zaiste — rzekł — Orkan zasłużył, aby go ukarano. Ale zazwyczaj tacy ludzie są ulubieńcami losu. Jak bądź się rzeczy mają, idź do szlachetnego Kadora i czekaj na mnie.
Rozstali się: rybak, idąc, błogosławił los, Zadig zaś pędził na oślep, złorzecząc ciągle swej doli.