— O nieśmiertelne potęgi! — wykrzyknął — które władacie losami mieszkańców tej ziemi, czy wracacie mi Astarte? W jakiejż chwili, w jakimż miejscu, w jakim stanie oglądam ją z powrotem?
Przypadł do kolan Astarte, uderzył czołem w proch okrywający jej stopy. Królowa podnosi się i sadza go przy sobie nad strumieniem; raz po raz ociera oczy, z których łzy zaczynają wciąż płynąć na nowo. Po dwadzieścia razy zaczyna mówić, ale jęki przerywają jej słowa; pyta kochanka, jaki traf sprowadził tu ich oboje, przerywa jego odpowiedzi nowymi pytaniami. Rozpoczyna opowiadanie swych nieszczęść i wraz wywiaduje się o niedole Zadiga. Skoro wreszcie oboje ukoili pierwsze wzruszenia, Zadig w niewielu słowach opowiedział, w jaki sposób znalazł się na tej łączce.
— Ale, o nieszczęśliwa i czcigodna królowo, jakim cudem odnajduję ciebie w tym ustronnym miejscu, w stroju niewolnicy, w towarzystwie innych niewolnych kobiet szukających bazyliszka, aby go ugotować w wodzie różanej na zlecenie lekarza?
— Pozwólmy im szukać — rzekła piękna Astarte — tymczasem opowiem ci, co wycierpiałam: ach! wszystko przebaczam niebu z chwilą, gdy cię oglądam. Wiesz, że król, mój małżonek, krzywym okiem patrzał na to, iż byłeś najmilszym z ludzi; z tej też przyczyny powziął pewnej nocy postanowienie, aby ciebie kazać udusić, a mnie otruć. Wiesz, jak niebo dozwoliło, aby karzełek niemowa uprzedził mnie o rozkazie Wzniosłego Majestatu. Zaledwie wierny Kador zniewolił cię, abyś mi był posłuszny i uciekał, zacny ten człowiek odważył się dostać do mnie, w nocy, tajemnym wejściem. Uprowadził mnie i zawiódł do świątyni Orosmady, gdzie jego brat, będący tamecznym magiem, zamknął mnie w olbrzymim posągu, którego podstawa sięga fundamentów świątyni, głowa zaś dotyka sklepienia. Byłam tam jakby zagrzebana żywcem, ale dzięki opiece maga nie zbywało mi na niczym. Tymczasem o brzasku aptekarz Jego Królewskiej Mości wszedł do pokoju, niosąc napój sporządzony z blekotu, makowca, szaleju, ciemierzycy i akonitu, inny zaś dygnitarz udał się do ciebie ze sznurem z niebieskiego jedwabiu. Nie znaleziono nikogo. Aby lepiej oszukać króla, Kador przyszedł oskarżyć nas oboje. Powiedział, że ty puściłeś się do Indii, ja zaś do Memfisu; posłano zauszników w pościg za nami.
Gońcy, którzy mnie szukali, nie znali mnie. W ciągu mego królowania nie ukazałam niemal nikomu swej twarzy, z wyjątkiem ciebie jednego, na rozkaz i w obecności małżonka. Biegli w pościg za mną, szukając jedynie wedle podanego rysopisu. Na granicy Egiptu ujrzeli kobietę tego samego wzrostu co ja i być może bogatszą ode mnie w uroki. Była zapłakana, zdawała się błąkać. Nie wątpili, iż mają przed sobą królową Babilonu; zawiedli ją przed Moabdara. Omyłka ich rozgniewała gwałtownie króla, ale niebawem, przyjrzawszy się bliżej schwytanej kobiecie, uznał, że jest bardzo ładna: pocieszył się. Nazywała się Missuf. Powiedziano mi później, że imię to znaczy po egipsku piękna kapryśnica. Była nią w istocie; ale kryło się w tym tyleż sztuki co kaprysu. Spodobała się Moabdarowi. Opanowała go do tego stopnia, iż kazała się ogłosić jego żoną. Wówczas charakter jej objawił się w całej pełni; popuściła bez żadnych względów cugli wszystkim szaleństwom wyobraźni. Chciała zmusić naczelnika magów, starego i cierpiącego na podagrę, aby tańczył przed nią; gdy mag odmówił, prześladowała go jak mogła. Wielkiemu koniuszemu kazała, aby przyrządził placek nadziewany konfiturą. Daremnie wielki koniuszy przedstawiał, że nie jest cukiernikiem; trzeba mu było usłuchać, po czym wypędzono go, ponieważ placek był przypalony. Dała miejsce wielkiego koniuszego swemu karłowi, miejsce zaś kanclerza paziowi. W ten sposób rządziła Babilonem. Całe miasto wzdychało za mną. Król, który był niezłym człowiekiem aż do chwili, w której zamierzył mnie otruć, a ciebie udusić, pogrzebał wszystkie swoje cnoty w nieumiarkowanej miłości dla pięknej kapryśnicy. Zaszedł do świątyni w wielki dzień Świętego Ognia. Ukląkł u stóp posągu, w którym byłam zamknięta, modląc się o szczęście dla Missuf. Oburzona krzyknęłam głośno: „Bogowie nie przyjmują modłów króla, który stał się tyranem, który chciał zgładzić ze świata godną małżonkę, aby poślubić szaloną błaźnicę”. Słowa te wstrząsnęły Moabdarem do tego stopnia, iż rozum mu się zmącił. Wyrocznia moja oraz tyrania Missuf wystarczyły, aby mu pomieszać zmysły. Oszalał w ciągu kilku dni.
Szaleństwo jego, które zdawało się karą nieba, stało się hasłem buntu. Wszczęło się powstanie, miasto chwyciło za broń. Babilon, tak długo pogrążony w bezczynnej gnuśności, stał się teatrem straszliwej wojny domowej. Wydobyto mnie z czeluści posągu i postawiono na czele jednego ze stronnictw. Kador popędził do Memfisu, aby ciebie sprowadzić do Babilonu. Książę Hirkanii, słysząc te opłakane wieści, powrócił ze swą armią, aby stworzyć w Chaldei trzecią partię. Zaatakował króla, który wraz ze swoją postrzeloną Egipcjanką ruszył naprzeciw niemu. Moabdar zginął, przeszyty ciosami. Missuf wpadła w ręce zwycięzcy. Nieszczęście moje chciało, iż i ja dostałam się w ręce jakiegoś hirkańskiego oddziału i że zawiedziono mnie przed księcia niemal równocześnie z Missuf. Pochlebi ci to zapewne, skoro się dowiesz, iż spodobałam się księciu bardziej od Egipcjanki, ale ze zgrozą przyjdzie ci usłyszeć, iż przeznaczył mnie do swego seraju. Oświadczył bardzo stanowczo, iż skoro tylko zakończy wojnę, przybędzie do mnie. Osądź moją boleść! Węzły łączące mnie z Moabdarem pękły, mogłam należeć do Zadiga i oto popadłam w kajdany barbarzyńcy! Odpowiedziałam mu z całą dumą, jaką tchnęła we mnie godność moja i uczucie. Zawsze słyszałam, iż osobom mego urodzenia niebo daje wrodzony majestat, który jednym słowem i spojrzeniem zdolny jest przywieść do szacunku śmiałków ważących się przekroczyć jego granice. Odezwałam się jak królowa, ale potraktowano mnie jak pokojówkę. Hirkańczyk, nie racząc mi nawet odpowiedzieć, rzekł do czarnego eunucha, że jestem źle wytresowana, ale że mu się podobam. Kazał mieć o mnie pieczę i wziąć mnie na stół faworytek, aby mi odświeżyć płeć i uczynić na przyszłość godniejszą jego względów. Rzekłam, iż się zabiję; odpowiedział, śmiejąc się, że takie rzeczy się nie zdarzają, że przyzwyczajony jest do tych fochów; po czym opuścił mnie z miną człowieka, który zamknął papugę w swojej menażerii. Cóż to za los dla pierwszej królowej świata! Więcej powiem: cóż za los dla serca, które należało do Zadiga!
Na te słowa Zadig rzucił się do jej kolan i zrosił je łzami. Astarte podniosła go tkliwie i ciągnęła w ten sposób:
— Ujrzałam się tedy w mocy barbarzyńcy jako rywalka szalonej, z którą mnie wraz zamknięto. Opowiedziała mi okoliczności swego uprowadzenia z Egiptu. Z rysów, jakimi cię odmalowała, ze zgodności czasu, z dromadera, na którym przybyłeś, ze wszystkich okoliczności, odgadłam, że Zadig potykał się za nią. Nie wątpiłam, iż znajdujesz się w Memfisie; postanowiłam się tam schronić. „Piękna Missuf — rzekłam — jesteś o wiele milsza ode mnie, o wiele skuteczniej rozerwiesz księcia Hirkanii. Ułatw mi ucieczkę: będziesz panowała sama, mnie uszczęśliwisz, sama zaś pozbędziesz się rywalki”. Missuf ułożyła ze mną plan ucieczki. Wymknęłam się potajemnie z niewolnicą.
Byłam już blisko Arabii, kiedy słynny rozbójnik, imieniem Arbogad, uprowadził mnie i sprzedał. Kupcy przyprowadzili mnie do tego oto zamku, gdzie mieszka możny Ogul. Kupił mnie, nie wiedząc, kim jestem. Jest to człowiek całą duszą oddany uciechom: myśli jedynie o żołądku i mniema, iż Bóg zesłał go na świat po to, aby sam jadł i karmił drugich. Jest nadzwyczajnej tuszy, która grozi mu w każdej chwili uduszeniem. Lekarz jego, który, o ile pan trawi dobrze, małe ma u niego zachowanie, rządzi nim despotycznie z chwilą, gdy się przejadł. Wmówił weń, iż jedynym lekarstwem byłby tu bazyliszek gotowany w wodzie różanej. Ogul przyrzekł zaślubić niewolnicę, która przyniesie bazyliszka. Jak widzisz, pozwalam się im dobijać na wyprzódki o ten zaszczyt, a jeżeli nigdy nie stałam o to, aby znaleźć bazyliszka, to cóż dopiero dziś, kiedy niebo pozwoliło mi cię znów oglądać.
Wówczas Astarte i Zadig powiedzieli sobie wszystko, co długo powściągane uczucie, co nieszczęścia ich i miłość mogły zrodzić w szlachetnych i gorących sercach; opiekuńcze zaś duchy miłości zaniosły ich słowa aż do stref Wenery.