Wreszcie wydarło się Zadigowi z piersi szemranie przeciw Opatrzności: był już skłonny uwierzyć, iż nad wszystkim włada okrutny los, który uciska dobrych, daje zaś kwitnąć takim rycerzom w zielonej zbroi. Jedną z największych jego zgryzot było to, iż musiał nosić tę zieloną zbroję, która stała się przedmiotem pośmiewiska. Przechodził jakiś kupiec, sprzedał mu ją tedy za byle co, biorąc odeń w zamian prostą suknię i czapkę. W tym stroju kroczył wzdłuż Eufratu, przepełniony rozpaczą, obwiniając potajemnie Opatrzność prześladującą go bez ustanku.
XX. Pustelnik
Tak idąc, spotkał pustelnika o długiej i czcigodnej brodzie, spływającej mu do pasa. Trzymał w ręku książkę i czytał ją z uwagą. Zadig zatrzymał się i złożył głęboki ukłon. Pustelnik pozdrowił go w sposób tak szlachetny i miły, iż Zadig, zaciekawiony, uczuł chęć pogwarzenia z nim. Spytał, co za książkę czyta.
— To księga losów — rzekł pustelnik — chcesz poznać z niej cośkolwiek?
Podał księgę Zadigowi; ale mimo iż uczony w wielu językach, nie mógł rozpoznać ani litery. To zdwoiło jeszcze jego ciekawość.
— Wydajesz mi się bardzo stroskany — rzekł dobry ojciec.
— Niestety! ileż mam przyczyn po temu! — rzekł Zadig.
— Jeśli pozwolisz, abym ci towarzyszył — odparł starzec — potrafię ci może w czym dopomóc: udawało mi się niekiedy wlać nieco pociechy w dusze nieszczęśliwych.
Zadig uczuł mimowolny szacunek dla postaci, brody i księgi pustelnika. Słowa jego tchnęły jakąś mądrością zaiste wyższą. Pustelnik mówił o losie, o sprawiedliwości, moralności, najwyższym dobru, słabości ludzkiej, cnotach i błędach; a wszystko w sposób tak wymowny i wzruszający, iż Zadig ulegał działaniu jak gdyby nieprzepartego czaru. Prosił usilnie, aby go nie opuszczał, póki się nie znajdą z powrotem w Babilonie.
— To ja proszę cię o tę łaskę — odparł starzec. — Przysięgnij mi na Orosmada, że nie rozstaniesz się ze mną przed upływem kilku dni, co bądź byś widział, że czynię.