Zadig zdziwił się, jak człowiek popełniający rzeczy opaczne, może mieć tak zdrowe poglądy. Wreszcie, po równie pouczającej jak przyjemnej gawędce, gospodarz odprowadził podróżnych do ich pokoi, błogosławiąc niebo, iż zesłało mu tak światłych i cnotliwych ludzi. Ofiarował im swą sakiewkę w sposób równie prosty jak szlachetny, tak iż nie sposób było się urazić. Pustelnik nie przyjął daru, a zarazem pożegnał się z gospodarzem, mając zamiar przed świtem jeszcze puścić się do Babilonu. Pożegnanie było tkliwe; Zadig zwłaszcza uczuł szczery szacunek i sympatię dla tak godnego człowieka.
Znalazłszy się w swojej izbie pustelnik i Zadig długo rozpływali się w pochwałach nad gospodarzem. O brzasku starzec zbudził towarzysza.
— Trzeba ruszać — rzekł — ale póki wszyscy śpią jeszcze, chcę zostawić temu człowiekowi dowód mego szacunku i przywiązania.
Mówiąc te słowa, ujął pochodnię i zażegł ogień. Zadig, przerażony, podnosi krzyk i sili się przeszkodzić w spełnieniu tak ohydnego czynu. Pustelnik, który wraz ze swym towarzyszem znalazł się już dosyć daleko, patrzał spokojnie na pożar.
— Bogu dzięki — rzekł — dom naszego drogiego gospodarza zniweczony od piwnic do stropu! Szczęśliwy człowiek!
Słysząc te słowa, Zadig miał ochotę to wybuchnąć śmiechem, to obsypać obelgami czcigodnego ojca, to wybić go lub uciec. Ale nie uczynił nic i wciąż ujarzmiony powagą pustelnika udał się z nim na ostatni postój.
Nocleg wypadł im u pewnej miłosiernej i cnotliwej wdowy, która miała siostrzeńca, czternastoletniego chłopca, pełnego zalet i jedyną swą nadzieję. Podjęła ich najgościnniej. Nazajutrz kazała siostrzeńcowi, aby odprowadził podróżnych aż do mostu, który załamawszy się niedawno, przedstawiał pewne niebezpieczeństwo. Młody człowiek szedł żwawym krokiem przed nimi. Znaleźli się na moście:
— Pójdź — rzekł pustelnik do młodzieńca — pragnę okazać wdzięczność twojej ciotce.
Zaczem chwyta go za włosy i rzuca w rzekę. Dziecko pada, wynurza się na chwilę, wreszcie ginie w odmętach.
— O potworze! O najohydniejszy zbrodniarzu na ziemi! — wykrzyknął Zadig.