Vitae lampadae traditae” — przypomniały mu się własne słowa.

Wyświeciły mu te lampy drogę przez nędzarne zaułki, przez ciemnotę ludzisk narzuconą, spotkały się trafem bożym z niewygasłymi gdzieś po wschodnich stepach pochodniami duszy i wywiodły społem... w okropność tego, co się tu działo niedawno.

„Możeli228 klęska tak konieczna rodzić optymizm? — zagadywał siebie — lub przynajmniej otuchę na krzepkie osadzenie jego korzeni w energii człowieczeństwa u gromad? — nawet gdyby korona była spróchniała i bezowocna?”

Odpychając od się w myślach tych energii bezster czy skierowanie czasowe, przypominać jednak musiał:

Jura postać w półkożuchu krępą, pogarbioną: ślusarską — chłopa jakby sękatego o następliwym kroku i czole. Potem ów Jędrzej z Kęt: chłopisko jak świeca proste i, rzekłbyś, murowane z hartu i uporu. Oraz tamte inne Mazury, probierzem wojny tknięte: energie o korzeniach dębów, roztropne lat tysiącem twardej walki o życie, płomienne nie za słów podmuchem czy komendy bębnem, lecz za własnych sił dopiero zagraniem; energie cierpliwością długie, wytrzymaniem twarde i nieskore w ruszeniu, jak soki tej gleby ubogiej: siły mazowieckie, chlebne...

W oczach, szukających bezwiednie Komierowskiego, stanęło ponure zapytanie:

„Pókiż tego urzeczenia romantyzmu nad każdym tu twardszym czynem gromadnie przodownym?! Pókiż tego zwalczania hydry siłami kolebek i zmagania centaurów ramionami dziewcząt?! Pókiż to poetów «ramię i wichr» będą porywały niedouków nie w dziedzinę ducha na ogarnianie «ludzkości całych ogromów», lecz do przodownego czynu z małych doktryn ciasnoty? Jestże229 to naprawdę przeznaczeniem młodości, a nie innych sił w gromadzie?...”

Przerwało mu zadumę ustawianie szeregów ostateczne. Przy tej sposobności ofuknięto go surowo, czemu zwolniony nie wynosi się stąd.

Widok jednej grupy na uprowadzeniu wrył mu się w oczy na zapamiętanie długie.

Przodem w ciemne okrycie otulony, z kapeluszem głęboko naciśniętym na przepaskę czoła, cały w sobie chmurnie zebrany, rzekłbyś, zmięty udręczeniem, szedł Komierowski. Obok w jasnej pelerynie i takimż berecie na głowie — Wandy sylweta prosta. Przy niej to chłopisko wielkie w białej sukmanie z kufrem zielonym na ramieniu i bochenkiem pod pachą.