— O, nie wiem. Zresztą, choć młody, robi najpoprawniej starego sługę i analfabetę. Więc mi to jest obojętne.

Tak to hrabia, orientując się nieco późno, dolewał sporo żółci do zbyt pochopnego daru. Poczuł to ksiądz i starał się czym prędzej zamknąć sprawę, dziękując za dar tak królewski, który stawia pismo na trwałych i szerokich podstawach. W następnym numerze „Dzwonka” znajdzie się najwdzięczniejsze pokwitowanie...

A wobec przerażonych oczu hrabiego łagodził czym prędzej:

— Niby dla uczczenia pamięci... na zlecenie nieboszczki hrabiny matki.

— Właściwie... — (hrabia stawał się nerwowy). — To już lepiej na imię nieboszczki ciotki. O, tak! świętej pamięci Moniki.

— Nasz związek nie omieszka w dniu świętej patronki prosić na mszę zaduszną — rzekł ksiądz, chyląc głowę.

I drobnym krokiem ruszył ku drzwiom gabinetu. Tknięty po drodze jakby inną myślą, odbił się wzniesionymi nieco dłońmi o warstwę powietrza, wejrzał ku górze, złośliwy uśmiech szerokich ust zwrócił na drzwi, zza których dolatywał gwar męski — i cofnął się.

— Raz jeszcze dziękuję w imieniu moich tercjarzy! — rzekł podając rękę doskonale krągłym gestem światowego człowieka. A gdy mu dłoń ściskano, wtulił się w ramiona i pochylił postać długą, jak osoba duchowna.

— Ależ to ja, księże kanoniku, dziękować winienem — odparł hrabia najpoprawniej. Był na tyle uprzejmym, że zechciał zakończyć rozmowę akcentem towarzyskim, aby zatrzeć wzajemne może niesmaki po tych nudnych sprawach pieniężnych.

Mówił tedy: