Do ciebie płyną te rzewne tony,
O, wymarzony,
Błogi śnie.
Cichy fiolet Wandzinych oczu wysączył z głębi swej najczystszej łzy ubłożenia95.
Nina nie wypuszczała dłoni Bolesława z swej garści krzepkiej.
— Bajukać96 umiecież97 wy tu życie! — rozległo się nagle głośnym basem — mistrze wy tu jesteście w dusz usypianiu: stare głowy odumiać, młode oczadzać!... Sam czort by głowę na kolanach kobiecych cicho złożył, ogonek by przez ramię przerzucił, kieliszek by wąchał, póki by nie zasnął. „O, wymarzony, błogi śnie”. Ot i szczęście wasze dzisiejsze!
— Kwietyzm — uzwięźlał to wszystko Wojciech Stanisławowicz lakoniczną abstrakcją. Mruknął ją sobie w nos.
Ktoś zadzwonił nożem w kielich, a głos w tłumie zagubiony obwieścił biesiadnikom:
— Łaskawie tu obecny i przez nas wszystkich ukochany poeta, pan Wawrzyniec Warski, przeczyta na powitanie diwy wiersz okolicznościowy.
— Ślicznie! — rozległo się wesołym basem (pułkownik nie zachował miary w winie).